Blog Lills

Pieśń oceanu, część I

Unosiliśmy się nad piaszczystym dnem, powoli dryfując z lekkim prądem. Wody Kostaryki były chłodne i dość mętne, przez co widać było tylko na niewielką odległość.


Ale czułeś to.. ich obecność.


Rozglądając się wokół, zastanawiałeś się: czy jeśli przepłynę kilka metrów w prawo lub lewo, to czy uda mi się dostrzec giganty tuż na skraju widoczności, cień ciemniejszy niż otaczająca go woda? Była jednak ta niepewność, że popłyniesz w niewłaściwym kierunku i je przegapisz. Dryfowaliśmy więc otoczeni przez błękit, mając nadzieję..


W tej bezkresnej przestrzeni dźwięk rozbrzmiewał na wskroś. Bardziej się go czuło niż słyszało, rozpierającego każdą przestrzeń Twojego ciała wypełnioną powietrzem. Wydawało się, że powinny być tuż, w zasięgu ręgi, ich pieśń niosąca się przez wodę. Niskie tony i wysokie wymieszane z klikaniem i echem. Zastanawiałes się, czy to ich oryginalna pieśń, czy nauczyły się jej od innej rodziny, wymieniły melodiami przy przypadkowym spotkaniu gdzieś w oceanie. Jak będzie brzmiała za rok?


Czy wyrażały radość ze spotkania z innymi, rozprawiały o miłości i przygodzie? A może to smutek straty podczas podróży by się tu znaleźć?


Zawieszonym niemal w nieważkości tak łatwo było się temu poddać. Piękna chwila, wypełniona tylko pieśnią oceanu.


W czasie nurkowania pozostały nieuchwytne, zostawiając nas zastanawiających się czy przepłynęły w cieniach czy to była tylko gra świateł. Dopiero gdy byliśmy na powierzchni, magia uderzyła w nas z pełną siłą.


Ale to historia na inny dzień..


Tagi:

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów